piątek, 9 grudnia 2011

Krwawy tyran - Henryk VIII

Wczoraj oglądałam film "Henryk VIII" i powiem tyle, że jest trochę, ale tylko trochę, podobny do wspaniałej, niezapomnianej "Anny tysiąca dni", lecz gdzie tym wszystkim aktorom do Burtona czy Bujold. Co prawda, Anna Boleyn też pokazuje, że jest postacią tragiczną, lecz zdecydowanie lepsze były tamte dialogi, poza tym aktorzy grali, jakby im naprawdę iskrzyło, a tutaj... pan Ray Winstone ma szczątkową ochotę na Annę - nie wiem, czy to nie jest tzw. signum temporis, w dzisiejszych czasach trudno zagrać fascynację kimś, na kim zależy tak średnio, bo się wie, że jak nie ta, to inna - wtedy oczywiście Henryk także miał do wyboru do koloru (taka kwestia pada w filmie), ale ówcześni ludzie inaczej pojmowali świat i jego niepowtarzalność. Kilka scen jest jak żywcem przeniesionych z tamtego filmu, na przykład procesy królowych (najpierw Katarzyny, potem Anny) czy ogniste wyznanie niechęci do króla, uczynione przez Annę... ale to wszystko. Nie widziałam jeszcze drugiej części, lecz chyba będzie trochę nudna, bo wyrazista kobieca osobowość właśnie została ścięta. Co zabawne, Bujold i Bonham - Carter są bardzo podobne do siebie fizycznie, zwłaszcza ich twarze. A Winstone jakoś mnie nie wzrusza. Problem drastycznych wyborów króla, które w tamtym dramacie były mocno zaznaczone, tutaj polegają tylko na oddaniu Wolseya pod klucz, a król po skazaniu kardynała nie chce z nikim rozmawiać, co oznacza, że głęboko przeżywa swoją nielojalność. Oszczędzono nam widoku twarzy aktora, ufff. Do końca nie wiem, co właściwie robi w filmie Charles Dance, czyli książę Buckingham, bo scena z jego udziałem jest zagmatwana i dziwnie nie koresponduje z całością, ale książę szczęśliwie daje głowę na samym początku, i tyle go widzimy.

W drugiej części - piękna główka Anny od dawna poniewiera się na szafocie, a Henryk już znalazł nową żonę, Jane Seymour. Jane jest jego aniołem, skarbem, natchnieniem i czym tam jeszcze, co jednak nie przeszkadza Henrykowi brutalnie wysłać ją do diabła, gdy ośmiela się przeciwstawić rzezi katolików oraz śmierci rebelianta, Roberta Aske. Zaraz po tym wybuchu następuje przedwczesny poród i oto mamy dawno oczekiwanego następcę tronu, i znów samotnego Henryka, albowiem ukochana żona spełniła swój obowiązek i rozstała się z życiem. Potem nie dzieje się nic szczególnego, tyle, że Henryk szuka opiekunki dla syna. Może by i znalazł, ponieważ odszukana kobieta okazała się nadzwyczaj rozsądną damą, ale jej uroda nie odpowiadała Henrykowi, więc jej nie tknął i zażądał rozwodu. Anna de Cleves nie tylko przeżyła, ale i zyskała wielki szacunek angielskiego ludu jako pani dobra i sprawiedliwa. My natomiast potwierdzamy swoją opinię na temat Henryka, że może i był z niego wielki władca, ale charakter miał paskudny i biada tej, na której spoczęło jego pożądliwe oko. Kolejną panią jego serca została młodziutka Katarzyna Howard, nazywaną przez króla różą bez kolców, albowiem był przekonany, że dostała mu się dziewica. Tymczasem była to nieźle wyedukowana panienka, i choć tak młoda, raczej już bez wianka. Ponieważ należała do niewłaściwego obozu, łatwo było zdobyć dowody jej zdrady i posłać na szafot. Po jej śmierci Henryk wreszcie miał dość i tym razem sprzątnął sprzed nosa kandydatkę na żonę - samemu Norfolkowi. Nie wiadomo, co by się stało, gdyby żył nieco dłużej, ale tym razem Katarzyna Parr została królową wdową. Jak wiadomo, potomstwo Henryka było co najmniej dziwaczne, lecz wbrew wszystkiemu, na kartach historii najwspanialej zapisała się Elżbieta, która pozostała królową bez rodzinnych zobowiązań, i może dlatego tak twardą, jak stal, mając niewiele słabości - unikając zawirowań, jakie były udziałem jej ojca.

Do wyboru mamy teraz sporo filmów o Henryku VIII - zatem polecam "Annę tysiąca dni", po niej można obejrzeć bardzo dobry sześcioodcinkowy serial o Henryku (dość już wiekowy... w króla wcielił się Keith Mitchell), następnie dramat historyczny "Oto jest głowa zdrajcy" (świetnie zagrany!!) - i każdy z nich będzie o niebo lepszy od tego, o którym właśnie piszę. Z wyjątkiem, oczywiście, "Tudorów", czyli sztandarowej opery mydlanej.

Tak się poznali Henryk i Anna Boleyn:
http://pl.youtube.com/watch?v=G1jjhW9_s2c

UPDATE grudzień 2011.
Spieszę odszczekać pod ławą większość zarzutów dotyczących filmu. Byłam zbyt surowa, szczególnie dla biednego Henryka, którego Winstone zagrał naprawdę dobrze. Tym razem obejrzałam film dokładniej, zwracając największą uwagę na króla. Charakteryzacja się udała, a sam Winstone oczarował mnie w jednej scenie - gdy poznaje Katarzynę Howard i się jej oświadcza, ostrożnie klękając na kamiennej posadzce, by nie urazić chorej nogi a jednocześnie nie pokazać pannie, że żaden już z niego zdobywca, tylko wyleniały lew salonowy. Wiele nadrabia miną, ale i tak najlepiej wychodzi mu rządzenie, potrafi bez mrugnięcia okiem i ze swoistym poczuciem humoru skazać na śmierć Cromwella, który wplątał go w niefortunne małżeństwo z Anną Kliwijską. W podzięce za to wszystko Cromwellowi dostaje się kat, który "ćwiczył całą noc", bo jest ledwie opierzonym szczawikiem, więc trzy razy musi podnosić topór do ścięcia, a co to znaczy, można się domyślać. Za trzecim razem wreszcie się udaje i zgromadzona gawiedź bije brawo. Po obejrzeniu filmu nadal mam wątpliwości co do krwawej tyranii Henryka, bo Winstone zrobił z niego bardzo ludzką, choć targaną namiętnościami, postać. Ale takie to były czasy - na dworze angielskim wprawdzie nikt nikogo nie truł, za to potrafił w kunsztowny sposób spowodować, że nagle z największej łaski trafiało się w otchłań zapomnienia lub wykańczali się najlepsi przyjaciele, a wszystko w imię króla - co elegancko oznajmiali tuż przed ścięciem, na szafocie.

Tak więc uważam ten film za jeden z lepszych, choć niekoniecznie prawdziwych. Howgh.

Tagi: dramat, kostiumowy

piątek, 25 listopada 2011

Niania

Znakomita baśń filmowa o strasznej niani i jej czarodziejskich wyczynach, zmierzających do znalezienia nowej pani domu nie tylko dla stada nieposłusznych dzieciaków, ale też ich ojca. Dzieci w swoich rolach bardzo fajne, tak samo niania, natomiast dorośli nijak nie umieją pokazać miotających nimi uczuć, szczególnie Firth! (Anglicy wymawiają to nazwisko jako "Fyrf"), ale u niego to normalne; a najlepsza jest wyuzdana Selma, wręcz polująca na nieszczęsnego pana Browna. W filmie zagrała także prawdziwa matka Emmy Thompson, aktorka Phyllida Law, a oglądając ją, będziemy mieć niejakie pojęcie o tym, jak się postarzeje Emma. Chyba jakoś ładniej, niż tytułowa niania ze straszną brodawką i wystającym zębem :)

Polecam!





Tagi: familijny, komedia

poniedziałek, 21 listopada 2011

Jak zostać królem

Zawsze uważałam, że jestem "dobra z historii". Jednak okazało się, że nic podobnego. Nie wiedzieć czemu, wyobrażałam sobie, że po królowej Wiktorii na tron wstąpił jakiś król, zapewne Jerzy, a po nim miłościwie do dziś panująca królowa Elżbieta. Podobne zdanie o Windsorach ma większość populacji, więc moja niewiedza nie rzuca się w oczy, ale musiałam sięgnąć głębiej, by zrozumieć cały film. Otóż opowiada on historię prawdziwą ojca królowej Elżbiety (prawnuka królowej Wiktorii, urodzonego dokładnie w 34 rocznicę śmierci jej męża, po nim dostał imię), który królem został w wyniku splotu nieprzewidzianych wydarzeń, podobnie jak... Klaudiusz wiele wieków temu (nawiasem, aktor Derek Jacobi też się przewija przez królewskie komnaty). Z Klaudiuszem łaczy go pewna wstydliwa dla monarchy przypadłość - jąkanie. Tylko tyle. Jednak król jąkający się, nie może być królem, zwłaszcza, gdy następuje błyskawiczny rozwój globalnej łączności i zdecydowanie zmieniają się środki przekazu: król nie musi już krzyczeć do swoich poddanych bezpośrednio z sali pałacowej, za to może elegancko i spokojnie wykorzystać wszechstronne medium, jakim jest radio. Niestety książę Yorku, choć ma uroczą żonę, urocze córeczki i sam jest uroczy, raz po raz wpada w tarapaty z powodu swojej choroby. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy jego brat abdykuje, by ożenić się z panią Wallis - Simpson. Albert przyjmuje królewską godność, ale zdaje sobie sprawę, że za chwilę temu nie podoła i jest przerażony.

Prawdziwy książę Yorku był bardzo odważnym młodym człowiekiem, ofiarnie pracującym dla Wielkiej Brytanii, także jako żołnierz, początkowo w marynarce wojennej, potem w RAF. Tutaj nie pokazano jego wyczynów, tylko wspomniano, że miał styczność z wojskiem. Oczywiście nie jest żadnym mięczakiem, ale bardzo mocny akcent położono na jego pochodzeniu, i moim zdaniem film zbyt często podnosi tę kwestię, choć rzeczywiście jest ona istotna. Albertowi nie pomaga żaden lekarz; niektórzy posuwają się nawet do tego, by wzorem Cycerona książę perorował... z wielkimi kamieniami w ustach. W końcu sytuacja zaczyna być naprawdę dramatyczna, ale oddana żona księcia (niezwykła, piękna kobieta, lady Elżbieta Bowes-Lyon, początkowo zakochana w jego bracie, Edwardzie, dopiero trzecie oświadczyny przyjęła) w ostatniej chwili wyszukuje ekscentrycznego australijskiego logopedę, znanego z niekonwencjonalnego postępowania, szorstkości, oraz wspaniałych wyników leczenia. Logopeda, Lionel League, początkowo nie ma ochoty na utytułowanego pacjenta, ponieważ obaj panowie wręcz pieszczą poczucie własnej wartości a do tego wiedzą o własnej wyższości oraz niższości, co nie jest wcale ich zasługą, tylko urodzenia - w rodzinie królewskiej i rodzinie zwykłego urzędnika. Muszą zatem pokonać wiele uprzedzeń hmmm klasowych, co jest niełatwe. Na szczęście żona króla miała na niego zbawienny wpływ, król także umiał wyciągać wnioski, i wszystko potoczyło się dobrze, a panowie w końcu zaprzyjaźnili. Przyjaźń ta przetrwała do końca ich życia. Jeśli wierzyć filmowi, logopeda wywarł wielki, a na pewno spory wpływ na króla. Szczęśliwie był mądrym człowiekiem i nie wykorzystywał tego dla własnych celów, tylko po to, by podbudować upadające podczas wojny morale monarchy. Król zdobył sobie ogromny szacunek poddanych, gdy mimo bombardowań Londynu pozostał w Wielkiej Brytanii, zamiast na jakiś czas udać się do bezpiecznej Kanady. Królowa powiedziała wtedy: "dzieci nie mogą wyjechać beze mnie, ja nie mogę opuścić króla, a król nigdy nie opuści kraju". Tak też się stało, a podczas wojny królewska para niezmiennie uśmiechnięta i pogodna często pojawiala się publicznie; odwiedzała szpitale, jednostki wojskowe i fabryki. W 1952 roku, po śmierci Jerzego VI, królową została jego starsza córka, Elżbieta. Żona i druga córka, Małgorzata, odeszły na zawsze dopiero w 2002 roku.

Teraz o aktorach. Zacznę od pani, bo jest tylko jedna. W uroczą królewską małżonkę wcieliła się Helena Bonham - Carter, prawdziwa arystokratka. Początkowo nie widać u niej tej wielkiej słodyczy, jaką pewnie promieniowała Elizabeth, ale w miarę rozwoju akcji staje się coraz bardziej ciepła. Księciem Yorku czy raczej może królem Jerzym VI... został bardzo ostatnio popularny Colin Firth. Trudno mi określić jego grę. Osobiście uważam tego pana za kogoś maksymalnie drewnianego, a widziałam go wiele razy w różnego typu produkcjach, od komedii romantycznych przez dramaty, po fantasy. Bez nadziei na zmianę. Uśmiecham się teraz, bo pomyślałam, że Akademia przed przyznaniem Oscarów także oglądała sporo Firtha, dlatego była w stanie docenić, ile go kosztowało puszczenie średnio nowatorskiej, za to soczystej wiązanki w tym filmie. Tak sobie jeszcze myślę, że Akademia musiała mu jakoś wynagrodzić scenę z kamykami, podczas której, co było widać, o mało nie wyhaftował pawia :) Na koniec ktoś, kogo od jakiegoś czasu podziwiam, choć uważam, że nie dostaje propozycji ról skrojonych na jego miarę. To Geoffrey Rush, objawienie w "Quills", potem nieco zapomniany. Idealny jako odtwórca League'a, szorstkiego, ale wrażliwego faceta. Jego charakterystyczny głos jestem w stanie rozpoznać wśród wielu innych. Niestety obecnie nie udziela się za wiele, i ostatnią jego rolą jest Thernandier w "Nędznikach" (żonę gra Helena Bonham - Carter).

A "Jak zostać królem" oczywiście gorąco polecam !




Tagi: dramat, kostiumowy